Prawdzic – herb Nasielska – kompendium wiedzy
Z herbami człowiek współczesny styka się niemalże na każdym kroku; herb jako godło państwa, herb województwa, herb miasta etc. Nie każdy jednak wie, że herby mają bardzo stary rodowód sięgający średniowiecza. To właśnie wtedy powstały herby, będące wytworem wspólnej dla prawie całej Europy chrześcijańskiej cywilizacji łacińskiej, która przejęła symbolikę sięgającą korzeniami starożytnych cywilizacji Mezopotamii, Grecji i Rzymu.
Wizerunek herbu czyli jego treść kształtowała się pod wpływem wyznawanej religii i etosu rycerskiego, a przyjmowana forma we wszystkich okresach dziejów była wyrazem panujących trendów artystycznych minionych epok. U zarania swych dziejów herb był bojowym znakiem rozpoznawczym, lecz później stał się też znakiem rozpoznawczym osób i instytucji, które z rycerstwem nie miały nic wspólnego. Już w drugiej połowie XII w. herbów zaczęły używać europejskie miasta, a nieco później również duchowieństwo.
Kształt herbów miał świadczyć o pozycji społecznej osoby używającej herbu. Zrazu symbolika herbu była prosta i oszczędna w wyrazie, ale arystokracja okresu baroku chciała zawrzeć w swych herbach pewne ważne atrybuty jak: korony, klejnoty, fantastyczne labry czyli trzymacze, płaszcze, książęce mtiry i inne ozdoby oraz stosowne napisy podnoszące prestiż rodu.
Herbami zajmuje się nauka pomocnicza historii – heraldyka, a opisywanie herbów określone zostało mianem blazonowania. Opis herbu musi być logicznie skonstruowany, zwięzły i na tyle precyzyjny, żeby nie nastręczał problemów z jego namalowaniem, nawet osobie niezbyt biegłej w sztuce heraldycznej. Pierwszym językiem blazonowania był francuski, później opisywano herby w różnych innych językach europejskich. W przypadku Polski blazon powinien być utrzymany w języku staropolskim. Jako przykład blazonowania staropolszczyzną niech posłuży opis herbu Nasielska „Prawdzic” zaczerpnięty z Herbarza Polskiego ks. Kaspra Niesieckiego z 1841 r.
„Pana przyostrzejszego służąc, ciężko od niego i nieraz zbity, chcąc się od nieludzkiej człowieka owego passyi, salwować, na głęboką w Afryce pustynią schronił się, tam, dla zbyt dogorywającego sobie upału, do jaskini się przytuliwszy, w krótkim czasie widzi Lwa powracającego do tejże jamy, jako do swego łożyska; włosy od bojaźni na głowie Androdowi wstawały, ale nad swoje mniemanie, łaskawszym go doznał: bo Lew młodziana postrzegłszy, łasząc mu się grzywą i ogonem, zdał się mu prosić, żeby mu nogę, od ostrego skłótą ciernia, uwolnił; na to i nogę skaleczałą do góry podnosił, wyrwał ostróżnie ciernisko Androd, ropę wycisnął, oczyścił ranę i zawiązał; czego wdzięcznym chcąc się pokazać owa bestya, wypadłszy z jaskini na obłów, pojmaną zwierzyną, wpół się z swoim lekarzem dzielił; trzy lata tak karmił swego dobrodzieja Lew, aż też Androd stęskniwszy sobie życie z bestyami, wyszedł z pustyni, błąkając się potem po świecie, od pana jednak swego proconsula Afrykańskiego, od którego był uszedł, poznany, do Rzymu był odesłany, tam na amfiteatrum w oczach całego miasta na igrzyska z bestyami wystawiony, czyli raczej jak na pewną zgubę. Pierwszy na tę scenę spuszczony Lew, tenże sam, z którym się w Afrykańskiej pustyni schował Androdus, ale nie dawno tąż przygodą żywo złapany, i do tegoż Rzymu przywieziony. Poznał zaraz lekarza swego najeżony Lew, i jako dobroczyńcy swemu łasząc się, do nóg stał, nogi lizał wszystkę swoję posturę do łaskawości kształtując. Patrzał na to Rzym, i nie mogąc pojąć, zkąd taka w dzikim Lwie ku Androdowi przyjemność, czarnoksięztwu to przypisał; przetoż drugą jadowitą bestyą Rysia na niego spuszcza, co postrzegłszy Lew, z obłapiającego się Androda rąk wyrwawszy, skoczył do Rysia, i prędko rozszarpał. Pytany potem Androd, zkądby taka uczynność Lwa ku niemu wzięła się, gdy wszystko, co się z nim działo, opowiedział; nietylko że życiem darowany, ale w fortunę opatrzony, w herbie Lwa zażywać począł: to Okol. ex Aulo Gellio lib. 5. cap. 14. Antonio Balingheim S. J. Lib. morum a brutis petita institutio, i inni. Opisał tęż samę historyą, Labbe in Elogiis fol. 552. ale że w herbie Androdowi Lwa nadano, żaden krom Okolskiego nie namienia.
Bielski fol. 178. inszą za początek tego herbu, o Lwie, kładzie rewolucyą. Luzytańczyk prawi jeden do Afryki peregrynując, Lwa potkał passującego się ze Smokiem, gdy Lew w tej bitwie począł szwankować, dzielnością Luzytańczyka, ostatniej zguby uszedł; co mu nadgradzając, nietylko że jako pies za nim wszędzie chodził, ale też i swego połowu zwierzyną karmił. W pewnej potem potyczce z Maurami, tak raniony Luzytańczyk, że go krew uchodziła: stał nad nim Lew i chciał swego dobrodzieja ratować, w tem jaszczurka przypadła, i gdy krew owę łeptać poczęła, Lew rozciął ją nogą, za tą druga przybiegła, ziele jakieś w pysku niosąc, którym gdy rozciętej jaszczurki dotknęła, zaraz ją zleczyła; co postrzegłszy Luzytańczyk; a jaszczurki pobiwszy, ziela owego tylko co do swojej rany przyłożył, zdrów został. Umarł potem Luzytańczyk, Lew dobywszy się do jego grobu, póty bez pokarmu nad trupem jego rycząc leżał, aż i sam zdechł. Kładzie Labbe in Elog. f. 554. i trzecią Alexego i ze Lwem z dołu od niego dźwignionym tranzakcyą, ślicznie od siebie napisaną, ale żeby albo temu, albo owemu do herbu z tej okazyi Lew miał się dostać chyba domyślać się kto może, nie co pewnogo twierdzić. Pisze dalej Okolski, że gdy jeden z potomków Androda, mąż wojenny i dzielny, z familji Meninów, w Hetruryi, pojął wielkiej fortuny dziedziczkę, która się murem czerwonym pieczętowała, herb swój w ten kształt ułożył, że do muru czerwonego, Lwa swego przydał. Nad Renem potem niektórzy osiedli z tego domu, gdzie i podziśdzień hrabiowie de Dinheim Lwa z muru zażywają, z których jeden za Bolesława Krzywousta, sławą tak wielkiego wojownika ujęty, w Polszcze osiadł, Jędrzej Dinhein nazwiskiem, a popisawszy się temu panu z wielkiem sercem, zaślubił sobie, Jana Prawdy, sędziego ziemskiego Gostyńskiego, hrabi na Szczawinie i Trąbkach, jedynaczkę, o czem świadczą księgi ziemskie Gostyńskie: miało to być koło roku 1123. Pamiętając zaś na to, zkąd tak wielka fortuna na niego spadła, herb żony swojej Prawdę, albo koło żelazne, ojczystemu swemu Lwu w łapy złożył. Rozmnożone zatem od niego potomstwo, od dóbr swoich, różnych nazwisk nabyło, bo na fundacyi kościoła Trąbskiego w roku 1313. już się podpisali hrabiowie z Trąbek, inni z Łabiszyna, inni z Gulczewa, inni z Szczawina. MS. Ks. Rutki powiada, że niektórzy z Prawdziców, nie koło proste, ale wieniec w Lwich łapach noszą, które więc u dawnych Rzymian, zwyczaj był tym rozdawać, którzy męztwem swojem przy dobywaniu jakiej fortecy, pierwsi na mury wskoczyli: z tej tedy okazyi nadany ten herb być rozumie, jednemu z odważniejszych kawalerów, za Alexandra Sewera, albo M. Aureliusza, a z czasem i do Polski wniesiony. Petrasancta cudzoziemskie herby opisując, żadnego podobnego naszemu Prawdzicowi nie kładzie, lubo wiele takich domów w nim znajdziesz, które Lwa na tarczy noszą, jako Emmeorum w Brytannji, Malaspinów we Włoszech itd. O polu na tarczy tego herbu niezgadzaja się: bo jedni w białem polu, drudzy w niebieskim, jedni Lwa w prawą tarczy, drudzy w lewą, głową kładą, inni Lwa takiegoż na hełmie drudzy trzy pióra strusie.
Przodkowie domu tego.
Bielski fol. 283. jako o swoim domu, powiada, że Prawdzicowie, w owej z Edygą Tamerlanesowym hetmanem okazyi, mężnie stawali. Franko biskup Wrocławski na Szląsku, zwano go inaczej Swanko, po śmierci Żyrosława na tę katedrę obrany, a od Piotra drugiego tego imienia arcybiskupa Gnieznieńskiego poświęcony, w roku 1181. siedmnaście lat tym kościołem rządząc, poszedł na wieczny pokój w roku 1199. Długosz w historyi swojej. Marcin wojewoda Brzeski Kujawski w r. 1259. jako się mówiło w pierwszym tomie. Tomasz z Wązosza kasztelan Słoński, od którego wieś Dziardanowice nazwaną kupił Zbylut biskup Kujawski, za sto dwadzieścia grzywien groszy Praskich koło r. 1379. Damal. in Episcop. Vladislav. fol. 250. Piotr biskup Poznański, z dziekana Poznańskiego wstąpił na tę godność w roku 1253. dłużej się jednak nią nie cieszył nad rok i dwa miesiące, wszedłszy do grobu, na tumie Poznańskim 1254. Długosz in Vitis Episc. Posnan. i w historyi. Jan II. tego imienia biskup Płocki, nazwiskiem Wysocki, scholastykiem był przedtem Płockim, do infuły siła mu pomogła przyjemność i ludzkość ku wszystkim, na urzędzie zaś swoim pasterskim żył lat czternaście, to jest aż do roku 1310. od r. 1296. był biskup w bogomyślności i modlitwie prawie zatopiony, karności kościelnej osobliwie na rozwioźlejszych dziwnie przestrzegający; po śmierci w katedrze swojej złożony. Łubien. Vitae Episcop. Płocen.
Wybrał i wstępem opatrzył dr Stanisław Tyc.



Dodaj komentarz
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!