Wielowiekowe dzieje wsi Krzyczki
Krzyczki - miejscowość położona przy dawnym trakcie Nasielsk-Pułtusk, już w XV w. stanowiła własność szlachecką protoplastów rodziny Krzyczkowskich herbu Odrowąż. Najdawniejsza wzmianka dotycząca wsi sięga roku 1408 i wymienia ją jako Crziszczki, natomiast w wiekach XVI i XVII występuje w dokumentach jako Crziczki i Krziszczki. Inne źródło o proweniencji kościelnej datowane na 1576 r. wymienia wieś jako Krzisczki określając ją jednocześnie mianem villae nobilium propriae culture czyli wsią szlachty zagrodowej. Kolejne źródło pisane z 1601 r. przechowywane w zasobie Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie nazywa wieś Koriczki, stwierdzając przy tym, że dziesięciny z niej przeznaczone były na uposażenie nasielskiego organisty.

Jak można wnosić z przytoczonych faktów, wieś powstała na przełomie XIV i XV w. Dotację tą zdaje się, potwierdzać fakt, że nadanie książęce obejmowało zaledwie 25 włók czyli 410 ha, co było charakterystyczne dla przełomu XIV i XV w., kiedy to akcja kolonizacyjna północnego Mazowsza zbliżała się ku końcowi. Osadnictwo na północnych rubieżach Mazowsza, jak i nieco późniejsze na północnym - wschodzie regionu, stanowione było na prawie rycerskim. Zgodnie z nim osadnik był zobowiązany do pełnienia służby wojskowej u władającego Mazowszem księcia. Warto nadmienić, że najmniejszym areałem nadawanej przez księcia ziemi było 10 łanów, zazwyczaj nadanie stanowiło kilkadziesiąt łanów. Na obszarze ziemi nasielskiej najczęściej nadanie wynosiło 40 łanów, ale były też nadania większe np. Żabiczyn przekraczający 100 łanów.
Wypełnienie obowiązku wojskowego względem księcia gwarantowało osadnikom pozostanie w stanie rycerskim, z którym wiązały się liczne przywileje stanowe. W skrajnych przypadkach, gdyby rycerz - osadnik uchylał się od ciążącego na nim obowiązku służby wojskowej i nikt z jego rodu nie mógł stawić się na wezwanie księcia, ten miał prawo pozbawić go ziemi i tym samym wyeliminować ze stanu rycerskiego.
Po inkorporacji Mazowsza do Korony, król Zygmunt I Stary w 1532 r. potwierdził wcześniejsze nadania książąt mazowieckich miejscowej szlachcie, co wiązało się ze złożeniem przysięgi wierności monarsze. Związana z tym ceremonia miała miejsce w Warszawie w dniu 13 października 1532 r. a przekaz ze zbioru Corpus juris Polonica mówi nam, że rota przysięgi brzmiała następująco: „Ja (tu imię rycerza) ślubuję i przysięgam, iż Najjaśniejszemu Książęciu a panu Zygmuntowi z Bożej miłości Królowi polskiemu, wielkiemu książęciu litewskiemu, ruskiemu, pruskiemu panu i dziedzicu, panu memu miłościwemu i Jego Królewskiej Miłości potomkom, królom polskim, będąc wierzen, poddan i posłuszen, a Jego Królewskiej Miłości dobre i użyteczne i Jego Królewskiej Miłości potomków, królów polskich, będę jednał i obmyślał, a co będę wiedział być szkodliwego Jego Królewskiej Miłości i potomkom Jego Królewskiej Miłości a Koronie polskiej, to ostrzegę, a wedle możności mojej ochronię i odwrócę i to wszystko będę jednał i czynił, co na dobrego i wiernego poddanego przysłużę. Tak mi Panie Boże pomóż i wszyscy święci”.
Per analogiam, wśród mazowieckiego rycerstwa składającego przysięgę wierności królowi polskiemu byli protoplaści Krzyczkowskich, choć zapewne nie używali jeszcze tego nazwiska lecz powszechnych wówczas przydomków takich jak: Karaś, Latosiek, czy Pieniążek.
Pisząc o szlachcie mazowieckiej, warto przytoczyć w tym miejscu opinię jej dotyczącą, która wyszła spod ręki Jędrzeja Święcickiego autora: „Najstarszego opisu Mazowsza” wydanego drukiem w 1631 r.: „Na terenie tej ziemi mieszka tak wiele ludzi, że zdaje się obejmować siedem tysięcy rodzin, z których każda zgodnie ze stanem zamożności, może uzbroić jednego rycerza konnego w pospolitym ruszeniu… poza tym, że szlachta mazowiecka odznacza się zadzierżystością charakteru, chętnie zaciąga się do wojska; nigdy nie zabrakło królowi polskiemu z tej dzielnicy bardzo dzielnych dowódców wiodących piesze hufce, czy też namiestników spełniających w ich imieniu obowiązki - jako nieustraszeni pułkownicy chorągwi. Albowiem waleczny ten naród żywiący raczej pogardę dla śmierci, ponad wszelkie sztuki ceni chwałę wojenną”.
Duża liczba szlachty zagrodowej na północnym Mazowszu była powodem specyficznych trudności w zakresie powinności wojskowych, do których szlachta była zobowiązana z tytułu posiadania ziemi. Udział w pospolitym ruszeniu łączył się z koniecznością opuszczenia na dłuższy czas prowadzonego samodzielnie gospodarstwa, które było podstawą egzystencji. Gremialny udział w licznych zwłaszcza w XVII w. akcjach militarnych uboższej szlachty uniemożliwiały również wysokie koszty ekwipunku wojskowego i wyżywienia. Stąd też, osadnicy łączyli się w grupy i wspólnym sumptem wystawiali jednego jeźdźca z każdych 10 łanów czyli włók. O skromnych możliwościach finansowych mazowszan niech świadczy ich spory udział w chorągwiach piechoty, gdzie odpadał koszt zakupu wierzchowca i późniejsze koszty jego utrzymania. Pospolite ruszenie z Mazowsza, pomimo przejawów waleczności nie cieszyło się najlepszą sławą, było niekarne i jako pierwsze rozchodziło się do domów. W okresie potopu szwedzkiego, „pospolitacy” z Mazowsza w sile 15 tyś. jazdy wspieranej przez piechotę łanową pod rozkazami wojewody płockiego Jana Kazimierza Krasińskiego stoczyli w dniu 30 września 1655 r. bitwę pod Modlinem, która skończyła się przegraną mazowieckiego oręża. Konsekwencją klęski było opanowanie przez Szwedów całego północnego Mazowsza i bezprzykładne rabunki i zniszczenia substancji materialnej. Rajd dywizji Stefana Czarnieckiego przez Mazowsze, a następnie wycofanie się wojsk Karola Gustawa z Pułtuska przez Krzyczki do Nasielska i dalej do Płońska w maju 1657 r. dopełniły miary zniszczeń. Irena Gieysztorowa w swoim opracowaniu zatytułowanym „Zniszczenia i starty wojenne oraz ich skutki na Mazowszu” wydanym w 1957 r. zwraca uwagę na katastrofalną sytuację powojenną na północnym Mazowszu słowami zaczerpniętymi z siedemnastowiecznych źródeł: „… Po nieprzyjacielu… ani budynków chłopskich, ani dworskich, ani bydeł, stada owiec i żadnego sprzętu domowego nie zostało, ale wszystko z gruntu przez ogień nieprzyjaciel zniósł i tak same pola gołe bez zasiewów stały. Poddanych pozabijano, drudzy powietrzem pomarli, a drudzy się porozchodzili”.
Okoliczne wsie wyszły z katastrofy potopu szwedzkiego zrujnowane ekonomicznie tak gruntownie, że przez kilka następnych dziesięcioleci nie mogły podnieść się z upadku. Według piszącego te słowa, z tym właśnie okresem należy łączyć powstanie przysiółka Krzyczki-Żabiczki, które brać szlachecka zagarnęła z opustoszałego po wojnie szwedzkiej Adamowa vel Jadamowa będącego częścią dóbr rodu Żabickich z Żabiczyna. Stąd też nieprzypadkowa nazwa Krzyczki-Żabickie czyli pochodzące z Żabiczyna, później przekształcona na Krzyczki-Żabiczki. Nieco światła na to zagadnienie rzuca Jan Dzieżkowski będący pisarzem trybunału cywilnego w Płocku w obwieszczeniu dotyczącym sprzedaży dóbr nasielskich z marca 1849 r., w którym stwierdza, że „… dominium ma kontrowers z Krzyczkami-Żabiczkami o kawał gruntu około 12 włók w posiadaniu wsi Krzyczki-Żabiczki będący”.
Tworzenie nowych przysiółków było efektem procesu rozradzania się rodzin szlacheckich, a towarzyszyło im nadawanie nazw dwuczłonowych takich jak: Krzyczki-Karasie, Krzyczki-Pieniążki, Krzyczki-Szumne czy też Krzyczki-Żabiczki. Archiwalia kartograficzne z omawianej epoki wskazują też nazwy: Krzyczki-Małe i Krzyczki-Duże. Okres ten skutkował również migracjami wielu mazowieckich rodów na wschodnie rubieże Rzeczypospolitej , które nie były aż tak gruntownie zniszczone jak Mazowsze. Wśród rodzin polskich, których przedstawiciele przenieśli się na kresy ukrainne znaleźli się także Krzyczkowscy. Znany polski heraldyk ks. Kacper Niesiecki w Herbarzu Polskim wymienia wszakże tylko niektórych z nich. Mówi o Wojciechu Krzyczkowskim, który posiadał dobra ziemskie w województwie wołyńskim w roku 1674, a jego żoną była Anna z Brodowskich. Inny reprezentant tego rodu Stanisław posiadał dobra w województwie pińskim, jeszcze inny Stefan był bratem zakonnym na Kresach. Trudno dziś ustalić jakie były powiązania ze sobą wymienionego rodu w ich bardzo fragmentarycznych wywodach genealogicznych pozbawionych przeważnie dat i istotnych szczegółów, niemiej herb Odrowąż i nazwisko były te same. Zdaje się, że dopiero w XVIII w. ostatecznie ukształtowało się nazwisko w brzmieniu współczesnym. Źródło z czasów panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego zatytułowane “Regestr Diecezjów Franciszka Czaykowskiego czyli właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784”, wymienia Jacentego Krzyczkowskiego jako dziedzica wsi Głodowo-Glice i części wsi Krzyczki. Oprócz niego wymienia też pięciu posesorów o tym nazwisku wśród mieszkańców wsi Krzyczki-Karasie. Nadto dwa gospodarstwa drobnoszlacheckie we wsi Krzyczki-Pieniążki należały do Krzyczkowskich oraz dwa gospodarstwa w Głodowie. Inne źródło z tego samego okresu wymienia Szczepana, Piotra, Franciszka i Stanisława Krzyczkowskich, którzy oprócz tego, że byli właścicielami cząstkowymi wsi Krzyczki, posiadali część wsi Pianowo-Stoski. Fakty te świadczą o znacznym rozrodzeniu się rodu Krzyczkowskich i wejściu w liczne koligacje z innymi rodami szlacheckimi na północnym Mazowszu. Księga Heroldii Królestwa Polskiego z połowy XIX w. podaje legitymację rodu Krzyczkowskich następującym zapisem: “Krzyczkowski herbu Odrowąż. Od Adama, który w r. 1758 w imieniu swoim i braci Sebastiana i Stanisława wystąpił przeciwko macosze Mariannie z Łępickich 2° Brólińskiej wdowie po Jacentym Krzyczkowskim, dziedzicu dóbr Glice i części na Krzyczkach - syn Bartłomiej legitymowany w 1841 oraz wnuki Klemens syn Antoniego legitymowany 1841, Józef i Stanisław synowie Adama legitymowani 1841. Od Jacka dziedzica dóbr Głodowo w roku 1758 - praprawnuk Klemens syn Jana legitymowany 1849”.
Podobne w brzmieniu legitymacje szlachectwa posiadają też inne rody szlacheckie zamieszkujące przed laty Krzyczki. Wspomniane wcześniej źródło “Regestr Diecezjów Franciszka Czaykowskiego czyli właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784” wymienia kilkanaście rodów szlacheckich będących posesorami na Krzyczkach. Są to: Dzwonkowscy herbu Przegonia, Gnatowscy herbu Łada, Grabowscy herbu Jastrzębiec, Kołakowscy herbu Kościesza, Massal herbu Masalski, Miłoszewscy herbu Kościesza, Trzaskowie herbu Trzaska, Budni herbu Jastrzębiec, Gąsiorowscy herbu Ślepowron, Krajewscy herbu Jasieńczyk, Kwasieborscy herbu Cholewa, Chełchowscy herbu Dąbrowa i Ostaszewscy herbu Ostoja. Najbardziej zaludnione były Krzyczki-Karasie i Krzyczki-Pieniążki, natomiast Krzyczki-Żabickie miały tylko trzy gospodarstwa. Potwierdza to co się rzekło wcześniej odnośnie tego przysiółka, że powstał w XVII w. po wojnie szwedzkiej i jeszcze u schyłku czasów staropolskich był słabo zaludniony. Według protokołu wizytacji przeprowadzonej przez biskupa Michała Poniatowskiego w 1817 r. liczba mieszkańców wsi Krzyczki wynosiła ogółem 184 osoby, które zamieszkiwały w 19 osadach. Najbardziej ludne były Krzyczki-Pieniążki, gdzie w 9 domostwach mieszkały 103 osoby, natomiast najsłabiej zaludnione Krzyczki-Żabiczki posiadały 5 zabudowań i 39 mieszkańców. Inne źródło o dziewiętnastowiecznym pochodzeniu czyli “Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” z 1880 r. zawiera następującą informację dotyczącą Krzyczek: “Krzyczki-Karasie, Krzyczki-Pieniążki, Krzyczki-Szumne, Krzyczki-Żabiczki, wsie szlacheckie, powiat pułtuski, gmina i parafia Nasielsk. W 1827 r. Krzyczki-Karasie 3 dymy, 35 mieszkańców; Krzyczki-Pieniążki 16 dymów, 120 mieszkańców; Krzyczki-Szumne 9 dymów, 59 mieszkańców i Krzyczki-Żabiczki 10 dymów i 69 mieszkańców”. Z przytoczonych danych statystycznych wynika, że przez okres 44 lat najbardziej rozwinęły się Krzyczki-Żabiczki, które u schyłku czasów staropolskich miały 3 domostwa i 18 mieszkańców a w 1827 r. posiadały już 10 domostw i prawie 70 osób je zamieszkujących. Niewiele zmieniło się w zakresie demograficznym w Krzyczkach po uwłaszczeniu chłopów w 1864 r. Po tym okresie powoli zaczyna napływać do tej szlacheckiej wsi ludność chłopska wchodząc w mariaże z miejscową szlachtą. Zatem szlacheckie resentymenty i uprzedzenia ustępują miejsca pragmatycznemu realizmowi. Signum temporis stanowiło małżeństwo mojej babki Konstancji z Zakrzewskich herbu Bogorya, która poślubiła Jana Rączkę o chłopskim rodowodzie.
Zdjęcie rodziny Zakrzewskich z 1918 r.
W centrum uwagi lokalnej społeczności katolickiej przełomu XIX i XX w. była budowa nowego kościoła parafialnego według projektu Józefa Piusa Dziekońskiego. Mieszkańcy Krzyczek wzorem innych parafian, uczestniczyli w pracach na placu budowy nowej świątyni oraz przekazywali datki pieniężne na ich kontynuację. Już w 1898 r. prowadzili roboty rozbiórkowe starego kościoła, z którego cegłę sprzedawano mieszkańcom parafii na budowę domów. Ponadto, zobowiązali się zebrać 3,5 tys. rb. w okresie 6 lat, kwotę stanowiącą prawie 5% kosztów całej inwestycji, co było dla nich dużym obciążeniem budżetów rodzinnych. Oprócz tego obok innych wsi, organizowali transport niezbędnych materiałów budowlanych. Działania te wynikały z faktu silnego przywiązania drobnej szlachty do religii katolickiej, mającego swe podłoże już w wiekach średnich.
Ważną cezurą dla mieszkańców mazowieckich wsi była niewątpliwie I wojna światowa. Dzięki zapiskom pamiętnikarskim ks. Marcelego Przedpełskiego wiemy, że wiele nasielskich wsi zostało spalonych przez wycofujące się wojska rosyjskie, nader chętnie stosujące taktykę spalonej ziemi. Warto, choć we fragmencie zacytować naocznego świadka tych wydarzeń: „… Dzień 14 lipca przyniósł nam wieść gromową: wojska rosyjskie cofają się i wszystko palą, ludność zmuszają do ucieczki. Zrazu tegoż dnia ludność ruszyła ze swoich siedlisk. Dnia 15 lipca ucieczka przybrała olbrzymie rozmiary. Nikt prócz starców, których własne dzieci porzuciły, na razie nie został, bo i nie było gdzie. Około południa paliło się w parafii jednocześnie 16 wsi. (...) Paliła się potem cała okolica, folwarki i wsie, sterty i stygi ze świeżym zbożem. Parafia w ogóle poniosła olbrzymie straty w zabudowaniach, zbożach, inwentarzu, sprzętach i ubraniu.”
Dziś trudno jest ustalić skalę zniszczeń substancji materialnej wsi Krzyczki, niemniej straty powiatu pułtuskiego będące wynikiem działań wojennych, lokowały go w ścisłej czołówce najbardziej zniszczonych obszarów Kongresówki. Około 40% wszystkich wsi powiatu zostało całkowicie zniszczonych, a w pozostałych ok. 30% zabudowy strawił ogień.
Nie zdołały umilknąć echa wystrzałów I wojny światowej, a nowa jakże niszczycielska nawała bolszewicka zawitała w zacisze mazowieckich wsi. Wśród obrońców świeżo odzyskanej niepodległości nie zabrakło mieszkańców wsi Krzyczki. Źródła z tego okresu wymieniają m.in. Andrzeja Jaworskiego z Krzyczek-Szumnych, który był ochotnikiem pod rozkazami płk. Koca - dowódcy dywizji ochotniczej. Za udział w wojnie 1920 r. Jaworski odznaczony został Krzyżem Walecznych. Warto w tym miejscu wymienić też Józefa Kępskiego z sąsiedniej Dąbrowy, który w starciu kawaleryjskim z „konarmią” Budionnego stracił rękę. Z całą pewnością lista ta jest dużo dłuższa, proszę zatem mieszkańców Krzyczek o przekazywanie do Nasielskiego Domu Edukacji i Historii informacji dotyczących bohaterów zmagań polsko-bolszewickich.
W okresie Polski Odrodzonej, przystąpiono do zorganizowania szkoły powszechnej w Krzyczkach-Pieniążkach. Według „Wykazu szkół powszechnych w powiecie pułtuskim z 1 grudnia 1925 r.” placówka szkolna w Krzyczkach dysponowała własnym budynkiem, w którym obok izby lekcyjnej o pow. 56 m2 mieściło się mieszkanie dla nauczyciela. Pedagog zatrudniony był na 1,1 etatu i uczył 75-ro dzieci przez 34 godziny tygodniowo. Z pamiętnika mieszkańca Krzyczek-Szumnych Zygmunta Jaworskiego wynika, że nauczycielem w czteroklasowej szkole był Michał Osiecki, ceniony pedagog ale też późniejszy żołnierz Armii Krajowej o czym powiemy później.
W dwudziestoleciu międzywojennym przeprowadzono na obszarze wsi Krzyczki akcję komasacyjną gruntów, która miała w założeniu podnieść efektywność gospodarowania w rolnictwie. Duże utrudnienia podczas zabiegów agrotechnicznych powodowała szachownica pól istniejąca przeważnie wśród gospodarstw drobnoszlacheckich. Była ona wynikiem długotrwałego procesu historycznego dotyczącego przemian form zagospodarowania ziemi, poprzedzającego uwłaszczenie włościan i spotęgowana w czasach następnych przez działy rodzinne. Komasacja następowała przez zamianę niekorzystnie położonych, często w znacznej odległości od siedliska działek na grunty równowarte o korzystnym rozłogu. Dążeniem było utworzenie jednej działki położonej wokół siedliska. Największe nasilenie akcji komasacyjnej i połączonego z nią zniesienia służebności czyli serwitutów przypadło na lata 1924-1929. W tym czasie Urząd Ziemski w Warszawie przeprowadził na Mazowszu scalenie gruntów w 395 wsiach, które objęło 16,2 tys. gospodarstw o powierzchni przekraczającej 138 tys. ha. W gminie Nasielsk akcję komasacyjną przeprowadzono w latach 1929-1938, a podlegały jej głównie wsie zamieszkałe przez drobną szlachtę. Rozdrobnienie musiało być duże skoro we wsi Krzyczki-Żabiczki zajmującej łącznie 294 ha komasacją, objęto 196 ha, a w sąsiedniej wsi Krzyczki-Szumne i Karasie na ogólny obszar 166 ha scalenie zastosowano wobec 83 ha.
Od początku lat trzydziestych XX w. w Krzyczkach-Pieniążkach funkcjonował sklep spożywczy z wyrobami tytoniowymi będący własnością Teofila Krajewskiego. Inną formą działalności pozarolniczej we wsi był zakład kamieniarski Szymona Zawadzkiego (1879-1929), w którym wykonywano kamienne elementy mostów m.in. dla płockiej firmy branży kamieniarskiej „Muszyński”. Uboczną gałęzią produkcji były kamienne figurki zdobiące okoliczne wsie, m.in. kapliczka przydrożna stojąca w Krzyczkach – Kolonii.
Pomyślny okres rozwoju gospodarczego w czasach II Rzeczypospolitej został przerwany napaścią hitlerowskich Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r. Wśród zmobilizowanych w sierpniu tego roku żołnierzy Wojska Polskiego znalazło się wielu mieszkańców Krzyczek. Udało się ustalić personalia niektórych z nich, jak chociażby: 1) Stefan Józef Zakrzewski (1914-2002), który zmobilizowany został do jednostki macierzystej, gdzie odbywał zasadniczą służbę wojskową czyli 22 pułku piechoty, z którym przeszedł jego szlak bojowy zakończony pod Kielcami. Od 1939 r. do 1945 r. przebywał w niemieckiej niewoli i był więźniem stalagu Weisburg w zachodnich Niemczech. U schyłku wojny obóz jeniecki został wyzwolony przez żołnierzy amerykańskich. Początkowo Zakrzewski pozostał w Niemczech, a do kraju wrócił na przełomie 1946/1947 r.
Stefan Zakrzewski uczestnik wojny obronnej 1939 r.
2) Józef Zalewski (1910-1999) zmobilizowany do Baranowicz na Kresach do pododdziału broni pancernej wchodzącego w skład 20 dywizji piechoty płka Wilhelma Andrzeja Lawicza-Liszki. Zalewski walczył pod Mławą i przeszedł cały szlak bojowy 20 dywizji piechoty. 3) Antoni Zalewski (1921-1939) brat Józefa był żołnierzem - ochotnikiem, obrońcą Twierdzy Modlin, zginął prawdopodobnie broniąc III fortu w Pomiechówku pod koniec września 1939 r. 4) Kazimierz Zawadzki i jego brat Wojciech Stanisław, synowie Szymona właściciela zakładu kamieniarskiego, brali udział w kampanii wrześniowej, w czasie której Kazimierz poległ, zaś Wojciech Stanisław dostał się do niemieckiej niewoli. W okresie powojennym przeniósł się do Warszawy. Lista ta zapewne wymaga wielu uzupełnień, proszę wzorem innych moich opracowań o jej uzupełnienie przez rodziny byłych żołnierzy.
W okresie okupacji niemieckiej, mieszkańcy Krzyczek uczestniczyli w ruchu oporu. W pierwszym rzędzie należy wymienić tu wzmiankowanego wcześniej nauczyciela Michała Osieckiego, który był szefem oddziału IV (kwatermistrzostwo) Armii Krajowej i to on współorganizował struktury na ziemi nasielskiej. Jego patriotyczna działalność polegała też na nauczaniu 30-rga dzieci z Krzyczek. Innym godnym uwagi uczestnikiem ruchu oporu był Wacław Twardowski – sołtys wsi Krzyczki-Żabiczki, który wchodził w skład siatki wywiadowczej zajmującej się m.in. lotniskiem w Chrcynnie i nasielskim węzłem kolejowym. Miejscowy wywiad wykonał szczegółowy plan lotniska z zaznaczeniem hangarów, magazynów i składu paliwa. Placówka wywiadowcza z Krzyczek przekazywała dowództwu A.K. informacje o transportach kolejowych i drogowych w rejonie Nasielska. Od maja 1944 r. działała w Krzyczkach komórka Polskiej Partii Robotniczej, którą kierował nieznany z imienia Kwiatkowski. Inną formą przeciwstawiania się niemieckiemu okupantowi było ratowanie Żydów podczas Holocaustu, za które jak wiadomo groziła kara śmierci. Pomimo drastycznych restrykcji ze strony aparatu terroru niemieckiego, mieszkańcy Krzyczek okazywali pomoc Żydom. Do grona sprawiedliwych wśród narodów świata za ocalenie 9-letniej Chai i 13-letniej Hany Ajzenfisz zaliczony został Czesław Krzyczkowski (1924-2012) oraz jego krewna Eugenia Krzyczkowska (1896-1966). Również rodzina Zakrzewskich narażała życie ratując Hanę, która głównie u nich zamieszkiwała, ale nie wszczęto w ich przypadku procedury nadania medalu i dyplomu „sprawiedliwy wśród narodów świata”.
W schyłkowym okresie okupacji, od lata 1944 r., kiedy to linia frontu niemiecko-radzieckiego przebiegała na rzece Narwi, w Krzyczkach-Żabiczkach funkcjonował szpital polowy. Pod jego potrzeby przeznaczono gospodarstwo Teodora i Kazimiery Zalewskich. Sam szpital mieścił się w domu, z którego wysiedlono właścicieli do budynków gospodarczych, ale i tam przebywali niemieccy rekonwalescenci. Lekarzem był Niemiec o nazwisku Zaleski, co być może zadecydowało o lokalizacji szpitala właśnie w gospodarstwie Zalewskich. Według relacji ówczesnych, lekarz przyjmował również mieszkańców Krzyczek, a jego stosunek do Polaków był pozytywny. Podczas operacji rannych żołnierzy towarzyszyła mu córka właścicieli gospodarstwa Marianna Zalewska wcielająca się w rolę pielęgniarki i salowej, która w 1984 r. została teściową piszącego te słowa. Z jej wspomnień wynika, że ze szpitalem miał ścisły związek cmentarz wojenny zlokalizowany w lasku po przeciwnej stronie drogi wiodącej przez Krzyczki. Spoczęło tam 158 żołnierzy niemieckich zmarłych w wyniku odniesionych na froncie ran. W 1995 r. dokonano ekshumacji szczątków 20 żołnierzy, resztę pozostawiając in situ.
Pod koniec 1944 r. mieszkańców Krzyczek wysiedlono do wsi położonych w zachodniej części gminy Nasielsk oraz w okolice Płońska. Miało to ścisły związek z nadchodzącą, zakrojoną na dużą skalę ofensywą sowiecką. Największe nasilenie walk w rejonie Nasielska nastąpiło w dniu 12 stycznia 1945 r. Uczestnik tej batalii rosyjski generał Paweł Batow w swoim późniejszym pracowaniu zatytułowanym „W marszu i boju” tak przedstawił bitwę o Nasielsk: „Dowódca korpusu D.F. Aleksiejew rozwiązał pomysłowo zadanie zdobycia Nasielska, punktu oporu nieprzyjaciela. Od południowego wschodu zbliżała się do miasta 44 dywizja gwardii. Nieprzyjaciel kontratakował dużą grupą czołgów. Dowódca korpusu rzucił przeciwko nieprzyjacielowi swój odwód przeciwpancerny i osłonił manewr dywizji na zachód, skąd gwardyści wdarli się do Nasielska.”
Również niemiecki biuletyn wojenny z 12 stycznia 1945 r. w artykule Ulricha Kai „Durchbruch bei Nasielsk” opisuje zmagania o Nasielsk, gdzie miało dojść do zaciętych walk z użyciem broni pancernej.
Zdjęcie tytułowej strony biuletynu niemieckiego z 12.01.1945 r.
Skutkiem krwawych zmagań o Nasielsk były ogromne zniszczenia zwłaszcza wschodniej części gminy, w tym też Krzyczek. Przechowywane w pułtuskim oddziale archiwum państwowego archiwalia o sygnaturze (AP Pułtusk, Starostwo Powiatowe w Pułtusku, sygn.. 5, k. 16) zawiera opis zniszczeń wojennych gminy Nasielsk sporządzony w październiku 1945 r. Wynika z niego, że: całkowicie zniszczonych zostało 44% budynków mieszkalnych, 58% budynków gospodarczych, 53% szkół i 100% zakładów mleczarskich. Zarekwirowano 52% koni i 48% bydła. Ogólny stan zniszczeń wschodniej części gminy oszacowano na 80%. Także nasielska „kronika parafialna” wymienia Krzyczki wśród najbardziej zniszczonych obszarów parafii. W podobnym tonie na temat zniszczeń wypowiadają się starsi mieszkańcy Krzyczek, m.in. 85 letni Grzegorz Zaremba w relacjach spisanych przez Annę Kotarbińską, a będących w zasobie Nasielskiego Domu Edukacji i Historii.
W konfrontacji z nową rzeczywistością polityczną lat powojennych, mieszkańcy Krzyczek pozostali wierni ideologii II Rzeczypospolitej. Nie powstała tu żadna spółdzielnia wzorowana na sowieckich sowchozach, a żołnierze Narodowego Zjednoczenia Wojskowego mogli liczyć na azyl i wsparcie. Obok Popowa Borowego, również w Krzyczkach przechowywano żołnierzy „Roja”, tu stałą kwaterę jego oddziału zorganizowano w gospodarstwie Kwasiborskich. Tu również funkcjonowała siatka wywiadowcza działająca w strukturach ruchu oporu po 1945 r. Zagadnienie to wymaga jeszcze szerszego opracowania do czego zachęcam młodszych badaczy nasielskiej historii.
Wśród mieszkańców Krzyczek, wiele osób zasłużyło sobie na upamiętnienie z uwagi na aktywność społeczną czy zawodową, czy walkę o Polskę i jej granice a także na osiągnięcia docenione przez potomnych. Biogramy niektórych z nich zawarte są w książce „Nasielsk wpisani w dzieje miasta i regionu” wydanej w 2013 r. Znalazły się tu bogate w fakty życiorysy: Zofii Teresy Gąsiorowskiej, Krzysztofa Jaworskiego, Czesława Krzyczkowskiego i Eugenii Krzyczkowskiej. Gorąco polecam czytelnikom tę publikację i zachęcam do jej lektury. Po trosze wspomniałem o żołnierzach sierpnia 1920 r. i września 1939 r. mam nadzieję, że uda się spisać ich biogramy w oparciu o relacje ich rodzin i zostaną one umieszczone w naszym słowniku biograficznym. W nasielskim panteonie zapewne powinna znaleźć się też Zofia Grycz-Krzeszewska (1940-2000) urodzona w Krzyczkach, która po uzyskaniu matury w nasielskim liceum, pracowała w Gromadzkiej Radzie Narodowej w Chrcynnie, a następnie aż do wieku emerytalnego była urzędniczką w nasielskim magistracie, gdzie w latach 80-tych XX w. pełniła funkcję sekretarza Urzędu Miasta i Gminy w Nasielsku. Nieśmiało dodam, że w Krzyczkach-Pieniążkach urodziła się moja matka Paulina z Rączków Tycowa, która dała się poznać jako Tytan pracy zwłaszcza w Spółdzielni Inwalidów Telmet w Nasielsku, w której długo pracowała.
Kończąc niniejsze opracowanie, pragnę szczerze podziękować p. Annie Kotarbińskiej, która miała swój znaczny udział w spisaniu historii wsi po 1945 r. Dziękuję również autorom relacji ustnych: p. Grzegorzowi Zarembie, p. Grzegorzowi Zalewskiemu i p. Kazimierzowi Zakrzewskiemu.
Stanisław Tyc
Anna Kotarbińska
PS.
Autorzy poświęcają ten artykuł pamięci ich matek, które pochodziły z Krzyczek.
Aneksy: Relacje mieszkańców wsi Krzyczki zebrane przez Annę Kotarbińską.
Lata powojenne były bardzo ciężkie. Grzegorz Zaremba, mieszkaniec Krzyczek-Pieniążków, (lat 85), relacjonuje:
,,Najdalej sięgam pamięcią do końca wojny. Gdy nadchodził front to wysiedlono całą naszą rodzinę do miejscowości Kątne i tam przebywaliśmy do siedemnastego stycznia czterdziestego piątego roku. Gdy byliśmy w Kątnych i nadchodził front, w nocy planowaliśmy wyjazd. Przyszedł do nas Niemiec i powiedział, żeby uciekać z Kątnych, bo żadna osoba nie przeżyje. Zaprzęgnięto konia, załadowaliśmy rzeczy i w nocy uciekliśmy na Konary. Po jednym dniu ojciec wrócił i zobaczył, że wszystkie miejsca, w których mieszkaliśmy tymczasowo, były zbombardowane, piwnica też. Wróciliśmy do wsi. Zamieszkaliśmy w bunkrze po Niemcach. Dom był zniszczony. Na wiosnę dziury pozalepialiśmy gliną. Obraz Matki Bożej Różańcowej przecięty był odłamkami, chciałem go zawiesić, ale nie udało się.
Razem z nami były rodziny Krzyczkowskich i Zakrzewskich. U nich przebywały dwie dziewczynki żydowskie od tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku. Wieś była na tyle zgodna, że nikt nie wydał tego faktu Niemcom. Rodziny miały zaufanie we wsi, a sąsiedzi byli solidarni, nikt nie doniósł. Te dwie dziewczynki też wróciły z nami do wsi. Ojciec miał po wojnie jednego konia, którego dostaliśmy z UNRRY. Gdy ruskie szły to zabierały wszystko. Prace w polu odbywały się przy pomocy konia i cepów. Kierat, brony, pługi pozabierali Niemcy. Było bardzo, bardzo ciężko. Matka, gdy kupiła kilo chleba, to dzieliła i jeżeli wyszło sześć porcji, to dzieliła jeszcze raz, tak, żeby było siedem, ponieważ w domu było siedmioro dzieci. Z czasem sam zostałem na gospodarstwie z rodzicami. Reszta rodzeństwa rozeszła się po świecie. Zaraz po wojnie narzucono obowiązkowe dostawy żyta, ziemniaków, mleka i żywca. Płacono bardzo mało, przykładowo coś było warte 300 złotych, a gospodarze otrzymywali 60 % wartości. Produkty dostarczano do Nasielska, do Spółdzielni, a mleko na Poniaty. Obowiązkowe dostawy trwały do sześćdziesiątego ósmego, dziewiątego roku. Bywało, że trzeba było dokupić, bo nie wystarczało własnych produktów. Zaraz po wojnie agenci namawiali mojego ojca, żeby przystąpił do Spółdzielni Produkcyjnej, jak mówili: ,,Miotła z kilku gałęzi jest mocna, ale z dwóch ginie”. Z Krzyczek nikt nie przystąpił. Po wojnie Gmina Nasielsk, miała swoją siedzibę w budynku starej poczty, później na Pniewie, a jeszcze później w Chrcynnie. Gromadzka Rada Narodowa przeniesiona była na Krzyczki, do świetlicy, wójtem gminy był Modzelewski, później dopiero przeniesiono ją do Nasielska. Pułtusk był wtedy miastem powiatowym, do urzędów jeździłem kolejką, ze stacji Poniaty’’.
Świetlicę wiejską, wspomnianą przez Grzegorza Zarembę (lat 85) mieszkańcy pobudowali własnym staraniem, w latach pięćdziesiątych. Świetlica stała się centrum życia towarzyskiego i społecznego wsi na kilka dekad. Ziemię pod budowę świetlicy podarował, za namową urzędników gminnych, Jan Grycz (1913-1984), gospodarz pochodzący z Kosewa, który osiadł w Krzyczkach Kolonii. W latach trzydziestych, jeszcze przed wojną, poślubił Czesławę Zawadzką (1911-1969), córkę właściciela zakładu kamieniarskiego z Krzyczek-Pieniążków, Szymona Zawadzkiego (1879-1929) przez którego, wykuta w kamieniu kapliczka, stoi do dziś przy drodze w kierunku Krzyczek Kolonii. Jan Grycz, za ofiarowaną ziemię pod budowę świetlicy, otrzymał po 50 kilogramów zboża, od każdego mieszkańca wsi. Gdy geometra wymierzył teren liczący mniej więcej dziesięć metrów na jedenaście, zaczęto stawiać fundamenty świetlicy. Jako budulec podstawowy posłużyły drewniane baraki poniemieckie z lotniska w Chrcynnie, które następnie omurowano. W budynku z czasem pojawił się sklep Gminnej Spółdzielni, który został przeniesiony z domu od państwa Stolarskich. Najczęściej kupowało się tam chleb i naftę do lamp, nie brakowało też podstawowych artykułów przemysłowych. Elektryfikację wsi Krzyczki-Pieniążki przeprowadzono w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym drugim roku, a Krzyczek Kolonii, w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym roku. W tym samym budynku zaczął funkcjonować punkt skupu mleka, które wcześniej gospodarze dowozili wozami, w bańkach, na Poniaty. W świetlicy toczyło się życie towarzyskie i społeczne mieszkańców wsi. Jak relacjonuje mieszkanka, (lat 77), Krzyczek-Pieniążków:
,, W latach siedemdziesiątych w świetlicy znajdował się Klub Rolnika, a później klubokawiarnia. W klubie spotykali się mieszkańcy. Odbywały się zebrania wiejskie oraz zabawy”.
Lata dziewięćdziesiąte, w opinii innej mieszkanki, (lat 47), tym razem z Krzyczek-Żabiczek, wyglądały następująco:
,,W remizie strażackiej, gdzie kiedyś znajdowała się świetlica, miały miejsce sobotnie dyskoteki. Młodzież z okolicznych miejscowości bawiła się, przy błyskających, wszechobecnych światłach, w takt muzyki płynącej z magnetofonu”.
Świetlica wiejska była też miejscem chętnie wykorzystywanym, od czasu swojego powstania, przez mieszkańców do wyprawiania wesel i innych uroczystości rodzinnych. Grzegorz Zaremba (lat 85) opowiada:
,,Wesela i zabawy były do osiemdziesiątego roku, a do tańca przygrywała grupa muzyczna pod nazwą ,,Wesoła piątka’’. Ja do mojego ślubu nająłem taryfę, goście też przyjechali taryfami’’.
Mieszkanka Krzyczek-Pieniążków, (lat 77), wyszła za mąż w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym siódmym roku, ale wesele odbyło się w Krzyczkach Kolonii, w domu rodzinnym. Wspomina:
,,Elektryczność, własnym staraniem, załatwiona była przez moich braci z jednostki wojskowej w Chrcynnie. Do ślubu jechaliśmy wołgą. Na weselu byli goście z Warszawy, którzy przyjechali syrenkami i wartburgami. Goście miejscowi dotarli najpierw do kościoła w Nasielsku, a później do Kolonii, wozami konnymi. Po ślubie zamieszkałam w Krzyczkach-Pieniążkach. Warunki były skromne, z uwagi na fakt, że nie było elektryczności oraz ujęcia wody. Korzystałam ze studni sąsiada, prałam na tarze’’.
Gdy mieszkanka, (lat 47), z Krzyczek-Żabiczek wychodziła za mąż, to wesele odbyło się w tym samym miejscu, w którym znajdowała się kiedyś świetlica, ale była to już siedziba remizy strażackiej. Do tańca przygrywał zespół muzyczny, który bawił gości popularną wtedy muzyką disco polo. Tam też zagłosowała, jako osoba pełnoletnia, w wyborach na prezydenta RP. Było to w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym piątym roku. Głos oddała na Jana Pietrzaka.
Edukacja była bardzo ważna dla mieszkańców Krzyczek. Zaraz z nastaniem wolności, dzieci zaczęły chodzić do szkoły, zorganizowanej własnym staraniem rodziców. Grzegorz Zaremba (lat 85) opowiada:
,,Po powrocie z wysiedlenia ojciec oddał jeden pokój na szkołę, a u nas w domu było siedmioro dzieci. Szkołę prowadził nauczyciel Osiecki, a jego żona była moją matką chrzestną. Szkoła była tu do wakacji, czterdziestego piątego roku, a później przeniesiono ją do Ostaszewskich, na Krzyczki Szumne. Na przełomie czterdziestego dziewiątego i pięćdziesiątego roku, barak z lotniska w Chrcynnie, posłużył jako szkoła, aż do roku dziewięćdziesiątego czwartego. Na początku było w niej sześć klas, a siódma była już w Nasielsku. Do szkoły w mieście chodziłem piechotą, dyrektorem był Michalcewicz. Zakończyłem edukację i wróciłem na gospodarkę, bo ojciec był inwalidą, a matka chora. Reszta rodzeństwa rozeszła się po świecie’’.
Mieszkanka Krzyczek-Pieniążków (lat 77), edukację wspomina tak:
,,Budynek szkoły na początku był drewniany, złożony z modułowych płyt, pochodzących z baraków poniemieckich, przeniesionych z lotniska w Chrcynnie. Z czasem został obłożony czerwoną cegłą. Dyrektorem w szkole był Tadeusz Andryszczyk, a nauczycielką geografii i biologii, Sabina Andryszczyk. Hanna Jaworska, uczyła języka rosyjskiego. W szkole lekcje prowadziła również Henryka Chojnacka. Następnie kontynuowałam naukę w liceum w Nasielsku. Mieszkałam na stancji u ciotki. Do szkoły w Nasielsku dojeżdżałam kolejką wąskotorową, ze stacji Poniaty i szłam do ,,Jedynki’’. W kolejnych latach szkoła z czerwonej cegły była ośmioklasowa, aż do tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego ósmego roku. W latach dziewięćdziesiątych budynek szkoły z czerwonej cegły rozebrano i pobudowano, staraniem lokalnych nauczycieli, nową szkołę z programu ogłoszonego przez ówczesne władze. Było to w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym czwartym roku.”.
W relacji mieszkanki Krzyczek-Żabiczek (lat 47), słyszymy:
,,Moja wczesna edukacja trwała trzy lata, a od czwartej klasy kontynuowałam naukę w ,,Jedynce’’, aż do ósmej klasy. Do szkoły w Nasielsku woził nas najpierw traktor z przyczepą, a później niebieski autobus, typu ,,ogórek’’. Gdy poszłam do szkoły ponadpodstawowej to korzystałam już ze środków transportu miejskiego. Na początku dyrektorką w nowej szkole była Hanna Jaworska, a później Małgorzata Wojciechowska. W latach dwutysięcznych szkołę zamknięto, a budynek do dziś stoi niewykorzystany’’.
Życie towarzyskie w czasach młodzieńczych było bogate i pełne przygód. Mieszkanka Krzyczek- Pieniążków(lat 77), opowiada:
,,Bracia wychodzili po mnie, gdy wracałam ze szkoły, zimą lub jesienią. Przy drodze w kierunku Kolonii stoi do dziś kapliczka, przy której ,,straszy’’. Historia sięga daleko w głąb mojej młodości. Właśnie, gdy wracałam z braćmi do domu, było już ciemno, biała zjawa pojawiła się przy kapliczce. Uciekaliśmy we troje w popłochu, po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że żarty zrobili sobie kuzyni z sąsiedniego domu. Historia opowiadana jest do dziś i dreszczyk pojawia się zawsze przy tej kapliczce. Latem, po nocy, udawaliśmy się, umówieni, do sadów po owoce. Zawsze to była atrakcja, ale nikt z sąsiadów nigdy nie gniewał się. Latem też spaliśmy na sianie w stodole, a w domu letnicy, którzy przyjeżdżali z Warszawy. W środku pól, w Kolonii był duży staw, w którym łowiło się szczupaki, a latem służył jako kąpielisko. We wsi życie toczyło się wartko. Śluby, pogrzeby odbywały się w Nasielsku, w kościele parafialnym. Gdy umarł mieszkaniec wsi, to ciało było wystawione w domu przez trzy dni, mieszkańcy przychodzili i modlili się oraz śpiewali pieśni żałobne. Ciało w trumnie było niesione do figury, koniecznie znajdującej się po drodze w kierunku kościoła, nie wolno było iść do figury, w drugą stronę, żeby śmierć nie wróciła do domu. Tradycja religijna była bardzo bogata i żywa. Przy kapliczkach zbierali się mieszkańcy i odprawiano nabożeństwa, np. majowe. Gdy kopia Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, peregrynowała po Polsce i przybyła do wsi, to wszyscy mieszkańcy przygotowali się do tej wizyty. Modlili się, odwiedzali nawzajem, a we wsi czuło się podniosłą atmosferę’’.
Lata dziewięćdziesiąte naznaczone były już spotkaniami w dyskotece lub na żwirowni, która znajdowała się pomiędzy Krzyczkami-Żabiczkami, a Chrcynnem.
Mieszkanka,(lat 47), która spędziła swoją młodość w Krzyczkach-Żabiczkach opowiada:
,,Życie towarzyskie, w latach dziewięćdziesiątych, toczyło się głównie w soboty i niedziele, w remizie strażackiej, w miejscu dawnej świetlicy. Tam też odbywały się wesela, na których przygrywała do tańca orkiestra, spotkania wiejskie, oraz dyskoteki z muzyką magnetofonową. Młodzież organizowała sobie ogniska na tzw. żwirowni, odbywały się tam też potańcówki przy magnetofonie. Bywało, że przychodziło około 100 osób, wśród których dużą liczbę stanowili żołnierze z pobliskiej jednostki wojskowej w Chrcynnie. Do kościoła mieszkańcy jeździli maluchami, polonezami lub fiatami 125p, ale też wozami konnymi. Kondukt żałobny szedł z domu zmarłego do pierwszej figury. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych zmarły był już wyprowadzany z kościoła, a nie z domu’’.
Z Krzyczek-Pieniążek pochodzi Renata Mauer-Różańska, dwukrotna złota medalistka igrzysk olimpijskich, w Atlancie (1996) i Sydney (2000) w strzelaniu z karabinu pneumatycznego i karabinu kulowego.
Wysłuchała i opracowała:
Anna Kotarbińska
Maj 2023.
Justyna Chrzanowska, po mężu Krzeszewska
Krzyczki Żabiczki
Urodziłam się w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym szóstym roku i do tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego piątego roku mieszkałam w Krzyczkach Żabiczkach. W wieku pięciu lat poszłam do szkoły, która mieściła się w Krzyczkach Pieniążkach, a dyrektorem była Hanna Jaworska. Mama pochodziła z Krzyczek Żabiczek, z rodziny osiadłej od dziesięcioleci, a ojciec, z rodziny przybyłej do Chrcynna, w celach zarobkowych. Do szkoły woził nas ojciec. W tej szkole edukacja trwała trzy lata, o od czwartej klasy kontynuowano naukę w ,,Jedynce’’, aż do ósmej klasy. Do szkoły w Nasielsku woziła nas najpierw traktor z przyczepą, a później niebieski autobus, typu ,,ogórek’’. Gdy poszłam do szkoły ponadpodstawowej to korzystałam już ze środków transportu miejskiego. Życie towarzyskie, w latach dziewięćdziesiątych, toczyło się głównie w soboty i niedziele, w remizie strażackiej, w miejscu dawnej świetlicy. Tam też odbywały się wesela, na których przygrywała do tańca orkiestra, spotkania wiejskie oraz dyskoteki z muzyką magnetofonową. Młodzież organizowała sobie ogniska na tzw. żwirowni, odbywały się tam też potańcówki przy magnetofonie. Bywało, że przychodziło około 100 osób, wśród których dużą liczbę stanowili żołnierze z pobliskiej jednostki wojskowej w Chrcynnie. Do kościoła mieszkańcy jeździli maluchami, polonezami lub fiatami 125p, ale też wozami konnymi. Kondukt żałobny szedł z domu zmarłego do pierwszej figury, ale w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych to zmarły był już wyprowadzany z kościoła, a nie z domu. Gdy pobudowano nową szkołę to moje pierwsze głosowanie, a dotyczyło urzędu prezydenta RP, odbyło się tam. Był rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty piąty. Oddałam głos wtedy na Jana Pietrzaka.
12 maja 2023 roku.
Wysłuchała, Anna Kotarbińska
Hanna Łempicka, po mężu Wiśniewska.
Krzyczki Kolonia
Urodziłam się w tysiąc dziewięćset czterdziestym szóstym roku w Krzyczkach Kolonii, w rodzinie gospodarskiej. Ojciec miał około 20 hektarów ziemi, którą obrabiał. Do szkoły podstawowej chodziłam w Krzyczkach Pieniążkach, gdzie w tysiąc dziewięćset czterdziestym szóstym roku pobudowano szkołę. Budynek na początku był drewniany, złożony z modułowych płyt, pochodzących z baraków poniemieckich, przeniesionych z lotniska w Chrcynnie. Z czasem budynek został obłożony czerwoną cegłą. Dyrektorem w szkole był Tadeusz Andryszczyk, a nauczycielami, geografii i biologii, Sabina Andryszczyk. Hanna Jaworska, uczyła języka rosyjskiego, oraz Henryka Chojnacka. Następnie kontynuowałam naukę w liceum w Nasielsku, a mieszkałam na stancji u ciotki. Do szkoły w Nasielsku dojeżdżałam kolejką wąskotorową, ze stacji Poniaty i szłam do ,,Jedynki’’.
Życie towarzyskie w czasach młodzieńczych było bogate i pełne przygód. Bracia wychodzili po mnie, gdy wracałam ze szkoły, zimą lub jesienią. Przy drodze w kierunku Kolonii stoi do dziś kapliczka, przy której ,,straszy’’. Historia sięga daleko w głąb mojej młodości. Właśnie, gdy wracałam z braćmi do domu, było już ciemno, biała zjawa pojawiła się przy kapliczce. Uciekaliśmy we troje w popłochu, po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że żarty zrobili sobie kuzyni z sąsiedniego domu. Historia opowiadana jest do dziś i dreszczyk pojawia się zawsze przy tej kapliczce. Latem, po nocy, udawaliśmy się, umówieni, do sadów po owoce. Zawsze to była atrakcja, ale nikt z sąsiadów nigdy nie gniewał się. Latem też spaliśmy na sianie w stodole, a w domu letnicy, którzy przyjeżdżali z Warszawy. W środku pól, w Kolonii był duży staw, w którym łowiło się szczupaki, a latem służył jako kąpielisko.
W tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym siódmym roku wyszłam za mąż. Wesele było w Kolonii. Elektryczność, własnym staraniem, ,,załatwiona była’’ przez moich braci z jednostki wojskowej w Chrcynnie. Do ślubu jechaliśmy wołgą. Na weselu byli goście z Warszawy, którzy przyjechali syrenkami i wartburgami. Goście miejscowi dotarli najpierw do kościoła w Nasielsku, a później do Kolonii, wozami konnymi. Po ślubie zamieszkałam w Krzyczkach Pieniążkach. Warunki były skromne, z uwagi na fakt, że nie było elektryczności oraz ujęcia wody. Korzystałam ze studni sąsiada, prałam na tarze. W latach pięćdziesiątych pobudowano świetlicę. W budynku był również sklep i punkt poboru mleka. W latach siedemdziesiątych w świetlicy znajdował się Klub Rolnika, a później klubokawiarnia. W klubie spotykali się mieszkańcy, odbywały się też zabawy, a później dyskoteki. W budynku miały miejsce też zebrania wiejskie, a sołtysem bardzo długo był Czesław Dziewanowski.
W latach dziewięćdziesiątych rozebrano budynek szkoły, i pobudowano, staraniem lokalnych nauczycieli, w 1994 roku, nową szkołę z programu ogłoszonego przez ówczesne władze. Szkoła z czerwonej cegły była ośmioklasowa do tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego ósmego roku. Przez następne lata, aż do tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego czwartego roku w szkole było sześć klas, a do następnych dwóch klas uczniowie uczęszczali do ,,Jedynki’’. Gdy pobudowano nową szkołę, dyrektorem została Hanna Jaworska, a później Małgorzata Wojciechowska. W latach dwutysięcznych szkołę zamknięto, a budynek stoi do dziś niewykorzystany. We wsi życie toczyło się wartko. Śluby, pogrzeby odbywały się w Nasielsku, w kościele parafialnym. Gdy umarł mieszkaniec wsi, to ciało było wystawione w domu przez trzy dni, mieszkańcy przychodzili i modlili się oraz śpiewali pieśni żałobne. Ciało w trumnie było niesione do figury, koniecznie znajdującej się po drodze w kierunku kościoła, nie wolno było iść do figury, w drugą stronę, żeby śmierć nie wróciła do domu. Tradycja religijna była bardzo bogata i żywa. Przy kapliczkach zbierali się mieszkańcy i odprawiano nabożeństwa, np. majowe. Gdy kopia Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej przybyła w ramach peregrynacji do wsi, to wszyscy mieszkańcy przygotowali się do tej wizyty. Modlili si się, odwiedzali nawzajem a we wsi czuło się podniosłą atmosferę.
12 maja 2023 roku.
Wysłuchała, Anna Kotarbińska


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!